Osoba – jej natura i właściwości

Osoba – jej natura i właściwości

Codziennie miliardy ludzi brną przez życie w ślepym pędzie. Każdego dnia rzeczywistość konfrontuje nas z wyzwaniami codzienności: pracą, szkołą, życiem w społeczeństwie, rodzinie i wśród znajomych. Dla prawie każdego z nas szkieletem i oparciem w życiu codziennym jest nasze ego. Trudno wskazać u człowieka coś trwalszego i bardziej fundamentalnego niż jego “osoba”, która jest podstawową kategorią odbioru rzeczywistości. To dzięki temu jesteśmy w stanie ustalić czym pragniemy zajmować się w życiu, co jest dla nas dobre, a co złe. Czy jednak ta podstawa naszego życia może nie być czymś trwałym albo co gorsza – tylko iluzją? Czy wtedy całe nasze życie i perspektywy w jakich je postrzegamy są równie nietrwałe co zamki budowane na piasku? 

1.”Legion imię moje, bo jest nas wielu” 

     Pierwszym koniecznym zadaniem jest zdefiniowanie owego pojęcia. Wbrew powszechnemu powierzchownemu twierdzeniu, że konkretna osoba to tylko dane ego, musimy spojrzeć szerzej i ustalić bardziej dalekie horyzonty naszego myślenia. Aby wyjść ponad popularną koncepcję „ego=osoba”, należy postawić konkretne pytania zwiększające obszar naszych poszukiwań. Pytania te winny odnosić do się do dwóch podstawowych cech, które możemy przypisać wszystkiemu – ilości oraz jakości (rodzajowi). W ten sposób stajemy przed dwiema kwestiami: czy tylko „ego” wchodzą w skład osoby (czy też być może ich większa ilość oraz inne formacje psychiczne) oraz czy tylko formy o naturze psychicznej wchodzą w jej skład. Łatwiejszym dla nas będzie wpierw przyjrzenie się pytaniu drugiemu, a dopiero potem pierwszemu.  

Oczywistym elementem pojęcia osoby jest „ego” – zespół cech charakteru, relacji z obiektami zewnętrznymi, wzorców myślenia oraz schematów percepcji, które zgrupowane dają nam kategorię myślenia jako „ja”.  To ego decyduje jaki mamy stosunek do naszych współpracowników, jak reagujemy na obelgi względem nas, czy odbieramy pewne komunikaty mocno się nimi przejmując i biorąc do siebie oraz w jaki sposób zachowujemy się względem innych.  

     „Ego”, jak więc możemy wywnioskować, nie jest czymś statycznym, lecz ulegającym ciągłym przemianom, zgrupowaniem konkretnych przymiotów i cech. Widoczna jest więc tu podatność na zmiany w związku z otoczeniem zewnętrznym, które poprzez, świadome bądź nie, manipulacje obecne w każdej działalności, wpływa na „osobę”. Musimy więc w pojęciu osoby umieścić także wpływ zewnętrzny, który jest na nas wywierany, a który z pozostałymi czynnikami warunkującymi tworzy całkowicie deterministyczny rozwój „ego”, który jest ściśle przewidywalny i wręcz z matematyczną precyzją ustalony (determinizm jest tutaj bowiem zachowany w większym stopniu przez wzgląd na złożoną naturę czynników oraz ich makrokosmiczny charakter, przez co zasada nieoznaczoności Heisenberga dotyka tę sytuację w śladowym stopniu). Jeśli przyjrzymy się naturze owych czynników spostrzeżemy, że można je podzielić na dwie grupy – czynniki behawioralne oraz czynniki natury osoby. Pierwsza grupa to wcześniej przez nas wspomniany wpływ zewnętrzny, zaś druga grupa to wszystko to, co składa się na naszą pierwotną naturę i już na starcie daje nam zestaw przymiotów. Jeśli chodzi o ego i jego cechy istnieją tylko dwie rzeczy, które mogą je warunkować już na starcie – genetyka oraz dusza. Przez wzgląd na problematykę tematu duszy (jej istnienie, etc), musimy ją na pewien czas odłożyć na bok.   

    Genetyka pokazuje najbardziej podstawowo, że w skład osoby wchodzą elementy o innej naturze niż psychiczna. Jest tak, bowiem to właśnie geny warunkują wiele naszych cech psychicznych i dzięki temu otrzymujemy stabilny zestaw początkowy, który tworzy główny szkielet naszej tożsamości. Dzięki genetyce podkreślany jest także związek między naszym ego, a kolejną częścią osoby – naszym ciałem. Poza faktem, że osoby nam zewnętrzne w sposób nieunikniony wiążą nas samych z naszym ciałem, jednym z kluczowych faktów popierających poprawność uznania ciała za część osoby, jest współzależność ciała i umysłu. Zmienność naszego ciała wywiera znaczący wpływ na nasze ego oraz resztę psychiki, bardzo często poprzez wspólną przyczynę zmiany w ciele oraz w umyśle (np. testosteron zarówno uczyni nasz wygląd bardziej męskim jak i poprzez rozwinięcie konkretnych obszarów mózgu uwarunkuje naszą psyche). Przez tę współzależność możemy śmiało przyznać, że ciało jest swoistym lustrem dla psyche, bowiem każda zmiana w psyche ma swoje odbicie w strukturze, wyglądzie oraz stanie zdrowia naszego ciała (Ciało jest jeno cieniem umysłu jakby to rzekł wujek Crowley). Ponadto umysł ma równie wielki wpływ na ciało, mogąc kontrolować je w olbrzymim stopniu (co pokazują przykłady wytrzymałości na skrajnie niskie i wysokie temperatury czy kontrola procesów wewnętrznych organizmu przez joginów oraz, tym bardziej, przez siddhi i zdolność do wytworzenia podczas stanu hipnozy bąbli pokrywających cała rękę). 

    Gdy odpowiedzieliśmy sobie na pytanie odnośnie jakości, pora stawić czoła pytaniu odnośnie ilości.  Rozszerzyliśmy zakres uznawanych przez nas elementów zarówno na elementy psychiczne jak i fizyczne, należałoby się przyjrzeć więc zagadnieniu ilościowości, zarówno na płaszczyźnie psychicznej jak i fizycznej. Napotykamy tutaj drobną trudność – na jakiej podstawie mamy stwierdzać przynależność (bądź jej brak) do zgrupowania części tytułowaną przez nas jako osobę? W przypadku ciała zrobiliśmy to na podstawie wskazania współzależności ciała z przyjętym przez nas elementem podstawowym, czyli ego. Między tymi dwoma elementami musiała istnieć relacja opierająca się na jednostronnej zależności twórczej, gdzie jeden element jest tworem czy manifestacją drugiego, przymusza nas do tego wnioskowania bowiem ewidentna odrębność psyche oraz ciała. Wnioskować to można (niezależnie od tego, czy postrzegamy wszystko przez pryzmat materializmu czy dualizmu egzystencji) po fakcie istnienia śmierci. Jeśli bowiem dusza nie istnieje, to w takiej sytuacji śmierć świadomości nie oznacza anihilacji ciała – można je bowiem utrzymywać w stanie dobrej konserwacji, przez co na wskutek śmierci nie zniknie i nie rozpadnie się. Jeśli jednak dusza istnieje, a śmierć jest tylko oddzieleniem się świadomości od ciała, wtedy pomimo dalszego istnienia świadomości, ciało zaczyna się rozpadać aż do całkowitego rozkładu. Między ciałem a umysłem występuje więc współzależność funkcjonowania, jednak jednostronna zależność manifestacyjna (twórcza). To winno być więc naszym kryterium przynależności do osoby – jeśli coś jest jej elementem, to jest co najmniej współzależne funkcjonalnie oraz zależne manifestacyjnie. 

    W perspektywie płaszczyzny fizycznej daje nam to spore pole do rozmyślań. Stawiane są tu bowiem dwie możliwości dodatkowych elementów. W pierwszej możliwości plasują się obiekty pozornie dla obserwatora zewnętrznego odrębne świadomościowo, co możemy rozgałęzić w dwie strony; metempsychozę oraz kreację z materializacją. Metempsychozę możemy rozpatrywać zarówno z perspektywy uwzględniającej wyłącznie inkarnowanie się w osobnikach gatunku ludzkiego, lecz także jak np. Izaak Luria, gdzie rozszerzamy ją nawet na przedmioty pozornie nieożywione. W przypadku metempsychozy musi być jednak inny rdzeń osoby, jeszcze bardziej fundamentalny od ego, jednak zajmiemy się nim dopiero później przez wzgląd na niosące to za sobą konsekwencje w rozumowaniu. Druga możliwością są bezpośrednie manifestacje zewnętrzne w formie wielokrotnie opisywanej podczas seansów mediumistycznych. Chodzi tu mianowicie o materializowanie się za pośrednictwem medium przedmiotów, roślin, zwierząt, a nawet inteligentnych postaci. Przy naszych założeniach i spostrzeżeniach Bugaja można śmiało uznać, że jeśli owe materializacje i manifestacje realnie istnieją, to są one bezpośrednimi elementami danej osoby, co tłumaczy pewne problemy owej tematyki. 

    Z kolei, w perspektywie psychicznej, przyjrzyjmy się bardziej ograniczonej (przynajmniej na razie) sferze. Jak wcześniej zauważyliśmy, podstawowym filarem osoby jest jej ego. Logiczna konsekwencją takiego przyjęcia jest także ujęcie za element osoby umysł oraz psychikę (w tym „ego”), o czym często pisze większość psychologów (jak choćby Jung). Pozostawiając na chwilę perspektywę metempsychozy, mamy kolejne dwie gałęzie naszych rozważań odnośnie tego, co jest elementem osoby; dodatkowe elementy psychiki oraz twory mentalne (w tym także nasze dzielą fizyczne będące następstwem mentalnej kreacji). Każdy z nas poprzez swe działania czy myśli tworzy pewne rzeczy: wyobrażenia, rozmyślania, obrazy, teksty i wiele innych. Osoba nie jest w stanie nic stworzyć ponad to, co już poznała i co może stworzyć na podstawie tego, co poznała. Kłania się tu ku nam kolejny element psychiki – pamięć. Pamięć to zbiór każdego czynnika zewnętrznego, który kiedykolwiek nas kształtował. Przez właśnie ową pojemność pamięci wszystko, co stworzymy, jest tak naprawdę częścią nas.  Każde nasze dzieło, każda plama po porannej kawie, każdy podpis na dokumentach, każdy wiersz czy odcisk buta – każdy ten element to część i manifestacja nas samych. To właśnie tu ukrywa się dążenie artystów i twórców do nieśmiertelności poprzez zapamiętanie – nawet jeśli ich samych czeka śmierć i koniec, to ich dzieła i ich sztuka pozostaną na zawsze, a dzięki temu oni: w wiecznym marzeniu, w którym Słowo stało się Ciałem. 

    Przymykając oko na reinkarnację, czy możliwe jest, że na jedną osobę składa się więcej niż jeden element w stylu ego? Oczywiście zdarza się to czasem w psychopatologii, np. przy dysocjacji osobowości, jednak czy poza przypadkami chorobowymi możemy rzeczywiście dysponować większym zasobem elementów „ego-podobnych”? O dziwo tak – i jest tak u każdego z nas! Psychologowie wyodrębniają trzy główne warstwy naszej psychiki: świadomość, podświadomość i nieświadomość. Gdy świadomość stanowią każdemu z nas znane: codzienna percepcja oraz ego, to podświadomość jest to swoista damska torebka; mamy tam najpotrzebniejsze rzeczy, o których jest wiadome, że w niedługim czasie będzie trzeba je przywrócić do świadomości. Nieświadomość to zaś wszystko, co pozostało w naszej psychice, a do czego nie mamy dostępu – absolutna pamięć z przeszłości, funkcje nieświadome organizmu i wiele, wiele innych. Tu właśnie rozkręca się zabawa, bowiem okazuje się, że każdy z nas ma współlokatorów: przeważnie grzecznie żyją sobie nam nie przeszkadzając, jednak czasami może dojść do spotkania twarzą w twarz z nie jednym, nie dwoma, lecz całym legionem towarzyszy 

    Okazuje się, że tak naprawdę naszą psychikę zamieszkuje także wiele innych form podobnych do ego – tak samo jak ono mają konkretny zestaw cech, schematów myślowych oraz kategorii postrzegania. Włącznie z naszym ego jesteśmy w stanie wyróżnić 7 głównych, najważniejszych form tego rodzaju – nazywamy je kompleksami. 7 to mimo wszystko jeszcze nie legion, lecz każdy z kompleksów dzieli się na więcej mniejszych tak samo jak poprzednio, każdy z nich to inne indywiduum o zestawie cech. Jeśli chodzi więc o psychikę, nie powinniśmy myśleć o sobie jako o jednym indywidualnym ego – bardziej jak o armii zjednoczonej pod przewodnictwem jednego władcy. 

2.”Czyż nie jesteś Ty Panem?” 

    To, co przedstawiłem wyżej jest zindywidualizowanym obrazem osoby. Sprawia on, że jesteśmy w stanie normalnie żyć i nie postradać przy okazji zmysłów. Pójdźmy teraz o krok dalej i postawmy nasze stopy na skraju przepaści – postaram się wytyczyć ostateczne granice osoby i zobaczyć, gdzie kończy się jej obszar.  Gdy na samym początku starałem się wytyczyć podstawowe kryteria warunkujące osobę, zrobiłem to zbyt ogólnie i ze zbyt małą szczegółowością, jest bowiem coś, co jest bardziej fundamentalne od ego – świadomość. 

    Świadomość (wraz ze swoją woalka, jaką jest percepcja) jest najbardziej podstawowym kryterium osoby, bowiem aby coś mogło być osobą, musi mieć odrębną świadomość. Mówi nam o tym nawet Kartezjusz swoim sławnym cogito ergo sum. Problemem w owym Myślę, więc jestem jest jednak jedna kwestia: kim jest tak naprawdę ten, kto myśli? Zanim zabiorę się za poszukiwania owej persony, musimy zaznaczyć jedno – realny dualizm egzystencji. Bardzo często świadomość jest uznawana za bezpośredni wytwór ciała i materii. Jest to o tyle nieprecyzyjne i niepełne myślenie, że stara się ukryć podstawowy problem, który kryje się na przykład w różnicy między robotem a człowiekiem – nawet jeśli odtworzymy każdy neuron naszego mózgu w formie mechanizmu, będzie to mogło dla osób zewnętrznych wyglądać jak istota świadoma, jednak sama w sobie taka nie będzie, tak samo jak nie jest świadomy piekarnik czy kuchenka mikrofalowa. Ów twór nie będzie miał realnej perspektywy i postrzegania, a jedynie reakcje na bodźce. Świadomość analogicznie musi być efektem perspektywy, której nie można jakkolwiek wytworzyć. Musi być ona więc w swej naturze niepodzielna i samowarunkująca swoje istnienie. 

    Świadomość musi wiec w takiej sytuacji pochodzić od czegoś, co samo gwarantuje swoje istnienie. Takie obiekty mogą istnieć tylko dwa byt, którego istnienie będzie nieistnieniem oraz byt absolutny w każdy względzie. Pierwszą z kategorii może być jedynie nicość, a z nicości świadomość pochodzić nie może. Jedyną możliwością jest więc byt absolutny w każdym względzie. Musi on być omnipotentny, wszechwiedzący, wszechzawierający (musi zawierać każdy przymiot, który może mieć wszystko co istnieje), wszechmocny, jednością, wieczny oraz, co najważniejsze, istniejący w każdej z możliwych wersji rzeczywistości. Taki byt musi być najwyższym Bogiem

    Jeśli byt taki musi istnieć sam przez siebie (bowiem istnieje on na fundamencie logiki, która nawet na drodze empirycznego doświadczenia widocznie rządzi wszechświatem) i od niego pochodzi świadomość, to gdzie jest tu miejsce dla nas jako osoby? Jeśli świadomość pochodzi od czegoś, co jest jednością, to owa świadomość musi być aspektem owego bytu, a w najwyższej rzeczywistości i najpełniejszej naturze musi być owym bytem. Jakże więc prawdziwa względem osoby okazuje się być słynna dewiza Ordo Templi Orientis  – Deus est Homo. Przyjęcie takiej perspektywy stwarza osobę absolutną, którą jest tak naprawdę każda osoba indywidualna. Co więcej – wszystko, co istnieje, musi być swoistą hipostazą owego bytu absolutnego, bo nie może istnieć nic ponad zbiór wszelkich możliwości istnienia,  co jasno możemy wywnioskować z konkretnych implikacji logicznych czy też pism hermetycznych

    Wszystko to brzmi pięknie i cudownie, lecz gdzie w tym wszystkim ma się teoria do praktyki? Przecież skoro każdy z nas jest Bogiem, to powinien mieć możliwość dojścia perspektywą do stanu percepcji z jego perspektywy. W przyjętych przeze mnie warunkach mózg jest czymś na wzór kontrolera świadomości, który reguluje jej strumień i nadaje konkretne przymioty. Przy konkretnych warunkach mógłby więc doprowadzić umysł do takiego stanu, w którym czysta świadomość niczym nieskrępowana mogłaby się w pełni zamanifestować percepcji i wręcz się z nią zlać. Doświadczenie takie skutkowałoby najpierw jednością z całym zamanifestowanym wszechświatem, a następnie przeszłoby krok dalej, doprowadzając do jedności z Bogiem. Tego typu doświadczenie nie jest czystą abstrakcją – występuje ono często w zjawiskach różnych praktyk i religii, a na wskutek swojej mocy i intensywności stanowi jeden z wielu ważnych punktów dla filozofii religii. W prawosławiu i innych odmianach chrześcijaństwa zwana przebóstwieniem, w judaizmie i kabale – dewekut, zaś w religiach hinduistycznych – Atmanadarshaną

    Być może wiele osób będzie bić po oczach nader często stosowane odniesienia do filozofii religii, jednak należy zaznaczyć, że filozofia w czystej postaci jest wyjątkowo inteligibilna, jednak nawet jej najbardziej czysto intelektualne aspekty są dostępne empirystycznie poprzez właśnie religijność i filozofię religii. 

3.”Wstępuj na płonący stos, o ma Duszo!” 

    Zaznaczyliśmy już formalne (społeczne) granice osoby oraz jej realne i maksymalne granice, następnym (i ostatnim) krokiem więc jest podjęcie się sklasyfikowania osoby w jednej z trzech kategorii: rzeczywistości, metafory bądź mirażu. 

    Z racji tego, że osoba w wymiarze absolutnym (jednaka z bytem w każdym aspekcie absolutnym) jest tylko jedna, w owych rozważaniach, w myśl nauk antropologicznych oraz psychologicznych, jako osobę przyjmiemy obręb elementów wchodzący w skład osoby stanowiącej indywiduum, podążając tym samym śladami chociaż by Nietzschego. Aby poprawnie dokonać analizy oraz klasyfikacji należy wcześniej jasno ustalić kryteria świadczące o przynależności do jednej z naszych trzech grup. Pierwszą grupą, do której dopuszczamy przynależność osoby, jest rzeczywistość. Jeśli osoba przynależy do tej kategorii musi być więc pełną rzeczywistością bądź jej elementem – ważną jednak cechą jest zupełna obiektywność, a co za tym idzie niezależność istnienia od jakiejkolwiek perspektywy oraz obserwatora

    Natrafiamy więc tu na jasny problem, jakim jest wykluczenie istnienia osoby tylko przy użyciu jakiegoś obserwatora. Musimy więc tu na chwilę powrócić do naszego bytu absolutnego. Jak wcześniej napisałem, musi być on absolutną jednością oraz omnipotentny. Pierwsza cecha sugeruje, że byt ów musi być w istocie przestrzennie punktem – każda bowiem większa figura geometryczna ma więcej niż jeden punkt, a co za tym można wskazać rozdzielność, gdzie jeden punkt nie jest drugim przez nierówność położenia. Omnipotencja sugeruje zaś, że nie może istnieć żadna inna realna przestrzeń poza tą zajmowaną przez ów byt. W wyniku tego nasuwa się wniosek – nie może istnieć żadna realna przestrzeń. Jedynym wyjściem jakie jest możliwe to istnienie przestrzeni wytworzonej dodatkowo w umyśle owego bytu w taki sam sposób jak my możemy sobie cokolwiek wyobrazić – poprawność takiej perspektywy mocno sugerują zwolennicy filozofii hermetycznej oraz neoplatonicy. W przypadku tak rozbudowanego schematu mentalizacji wielu istnień oraz bytów logika Arystotelesa zawodzi i konieczne jest zastosowanie bardziej precyzyjnej i skomplikowanej logiki rozmytej

    Aby łatwiej wyjaśnić sens logiki rozmytej należy odejść od naszego głównego tematu, aby zilustrować to przykładem. Załóżmy, że na stole leży butelka wody (250 ml), jednak jest w niej tylko 25 ml wody. Konkretna osoba zadaje więc pytanie czy na stole leży butelka wody? I tu w logice Arystotelesa nasuwa się problem: oto bowiem nie jest to pełna butelka wody, ale nie jest też ona pusta, tak więc zarówno stwierdzenie, że jest, jak i że jej nie ma, byłyby tylko w pewnym stopniu. Tymczasem Zadeh i zwolennicy logiki rozmytej odpowiedzieliby, że jest 0,1 butelki wody. W podobny sposób pewne rzeczy mogą być rzeczywiste, 0,8 rzeczywiste, fałszywe etc. Co bowiem można by powiedzieć np. na temat snów? Jeśli stwierdzimy, że nie istnieją, to wtedy mówimy fałsz, gdyż percepcja nicości nie może dać efekt w postaci percepcji istnienia. Sen jest jednak mniej rzeczywisty niż nasza codzienność – nie jest więc w pełni rzeczywisty. To właśnie w takich problematycznych sytuacjach logika rozmyta jest doskonałą ścieżką rozumowania, a o jej skuteczności przekonano się już np. na japońskim rynku technologicznym. Rozumując w ten sposób, nasza codzienność jak i osoba nie jest najwyższą rzeczywistością, lecz tylko w pewnym procencie. W ten sposób osoba nie może być rzeczywistością. 

    Kolejna kategoria ujęta w temacie mojej pracy to „metafora”. Zgodnie z definicją „metafora [gr. metaphorá ‘przeniesienie’], przenośnia, zespół słów, w których znaczenie jednych zostaje przeniesione na znaczenie pozostałych słów, na zasadzie dostrzeżonego między nimi, mniej lub bardziej odległego pokrewieństwa”. Jeśli coś więc jest metaforą musi być zestawieniem paru elementów będących w tym połączeniu symbolem o konkretnym znaczeniu większym niż ich zwyczajny sens. W ten sposób metafora jest konkretnym przypadkiem analogii, dzięki czemu musi ona przekazywać jakąś ideę czy też ją manifestować w sposób niebezpośredni. Z racji tego, że byt absolutny zawiera w sobie wszechrzecz, wszelkie istnienie musi być hipostazą jego bądź też jego aspektu. W ten sposób konkretna idea będąca cechą nieegzystującą w przestrzeni oraz pozbawiona zmian w czasie zostaje zamanifestowana poprzez przestrzenną materię oraz czynnik zmienny względem czasu. Na podstawie tego można wnioskować, że zważywszy na to, że osoba jest manifestacją w sposób pośredni i zawoalowany konkretnej idei bądź ich zbioru. W ten sposób można stwierdzić, że osoba jak najbardziej jest metaforą. 

    Ostatnią już grupą pojęć jest „miraż”, czyli w największym skrócie niestabilne złudzenie zniekształcające bądź odbijające rzeczywistość. Tu bezpośrednie rozstrzygnięcie kwestii jest nieco bardziej skomplikowane. Ponadto przez to, że problematyka dotyczy także zmienności, musimy się bezpośrednio odnieść do fenomenologii emiprycznej. Posłużę się więc dwoma zbiorami bezpośrednich doświadczeń dających większy wgląd w mechanizmy osobowości. Tematami tymi są doświadczenia duchowe oraz substancje psychoaktywne. 

Sending
User Review
0 (0 votes)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *